Przeglądając zasoby Internetu w poszukiwaniu interesujących i konkretnych informacji o coraz bardziej modnej ultrasonografii trójwymiarowej, natrafiłam na takie oto określenie tej technologii: „połączenie badań z podróżą sentymentalną”. Chodzi oczywiście o to, o czym już pisałam na tym blogu – tj. o tę niespotykaną możliwość ujrzenia wyrazu twarzy płodu, wielkie wzruszenia, emocje itp.
Znalazłam również w sieci informację, że badanie USG 3D/4D „umacnia więź matki z rozwijającym się dzieckiem”. Co ciekawe, nie były to hasła reklamowe na stronach gabinetów ginekologicznych, tylko fragmenty artykułów zamieszczonych na portalach dla przyszłych rodziców.
Najpierw pomyślałam, że to tylko takie figury retoryczne – ot, autor troszkę się zapędził. Po chwili jednak stwierdziłam, że może rzeczywiście coś w tym jest… Niegdyś bowiem ciąża i wszystko, co z nią związane (a rozwój życia płodowego w szczególności) otoczone były tajemnicą, zakryte zasłoną niewiedzy. Mimo tego więź jakoś się rodziła…
„Błogosławieni, którzy nie widzieli, a uwierzyli”…?
Czyżby dzisiaj było na odwrót? Widzimy, ale nie wierzymy? Widzimy, zamiast wierzyć? Prawdopodobnie takie sformułowania jak wspomniana już „podróż sentymentalna” świadczą o tym, że mimo całej naszej wiedzy dotyczącej początków życia, wciąż chcielibyśmy uważać ten okres za niepojęty i tajemniczy stan błogosławiony.